|
czwartek, 26 stycznia 2012
Każdemu po równo? Tak się niestety nie da
W naszym kraju nadal żyje wielu ludzi, dla których Socjalizm był ustrojem o wiele lepszym niż czasy, w których obecnie żyjemy. Jestem w stanie przyznać rację, że wielu osobom nie żyje się obecnie lekko, zwłaszcza tym, którzy urodzili się i wychowali w zupełnie innej rzeczywistości. Jednak wcale to nie oznacza, że Socjalizm, a raczej jego forma jaka nam została zafundowana w poprzednim ustroju, mógłby być w jakimkolwiek stopniu dobrym rozwiązaniem dla danej społeczności. A oto dowód powyższej tezy, przygotowany przez Bill'a Essmann'a, a który znalazłem ostatnio przypadkiem na Fejsie. Polecam, dobra lektura dla tych co starają się patrzeć dalekowzrocznie, i starają się zrozumieć zachowania ludzkie w dowolnej grupie. Socjalizm Podstawową zasadą Socjalizmu było to, by wszyscy dostawali to samo po równo, głównie w celu zminimalizowania różnic międzyklasowych. W socjaliźmie oficjalnie nie ma miejsca dla grup uprzywilowanych, a dobro ogółu przekłada się na dobro jednostki. Na jednej z uczelni pewien profesor ekonomii postanowił w bardziej wyrazisty sposób przybliżyć swojej klasie schemat postępowania jednostek w danej społeczności. Zainspirowało go do tego podejście pewnych studentów, którzy gorąco zachwalali i wierzyli w socjalistyczną politykę Obamy, oraz że najlepszym balansem dla każdego społeczeństwa byłby brak ludzi zamożnych jak i biednych. Profesor powiedział do zebranych uczniów: "ok, przeprowadźmy mały eksperyment, w którym wykorzystamy fundamentalne zasady Socjalizmu. Jednak wszyscy postarajmy się być w tym eksperymencie konsekwentni, zarówno ja jak i wy. Z mojej strony ja wam obiecuję, że z najbliższych kilku testów każdy student otrzyma taką samą ocenę, która będzie równa średniej wyników całej klasy. Z waszej strony oczekuję jednak dobrego przygotowania do testu". Studenci przystąpili do pierwszego testu. Wszystkie wyniki zliczono a następnie wyciągnięto średnią, która wyniosła ponad 4. Konsekwentnie wedle umówionych zasad, każdemu studentowi przyznano ocenę 4.0. Od tego momentu zaczęły się pojawiać pomału problemy wewnątrz klasy. Ci wszyscy, ambitniejsi, którzy dużo czasu poświęcili na przygotowania do testu, byli poniekąd zawiedzeni, że wyniki ich pracy nie są adekwatne do rezultatów jakie otrzymali. Za to ci wszyscy, którzy mało się przygotowywali do testu, byli bardzo zadowoleni, że ich mały wysiłek zaowocował tak dobrym rezultatem. Klasa przystąpiła do drugiego testu. Tym razem studenci świadomi byli tego, jakie wyniki mogą otrzymać. Dlatego ci, którzy zazwyczaj do testów mało się przygotowywali, spodziewali się dobrego wyniku, więc do testu przygotowali się tym razem jeszcze mniej. Za to ambitniejsi studenci postanowili skorzystać z "farcianego szczęścia" jak inny poprzednim razem, i ci studenci też mniej przygotowali się do testu niż poprzednio. Podliczono wyniki i wyliczono średnią. Tym razem średnia była niższa, i każdy student otrzymał ocenę 3.0. Nikt nie był zadowolony. Przyszedł czas na test trzeci. Średnia wyników okazała dużo niższa, niż 3. Konsekwentnie cała klasa oblała test. Dla profesora był to pierwszy przypadek, kiedy musiał "oblać" całą klasę, bez wyjątków. WNIOSKI Jak testy pokazały, współpraca w podobnych systemach nigdy nie zaowocowała polepszeniem wyników i zwiększeniem zaangażowania poszczególnych jednostek dla dobra ogólnego. Wręcz przeciwnie, wyniki testów były coraz gorsze aż doprowadziły do sytuacji w której nikłe zaangażowanie poszczególnych studentów doprowadziło do klęski całej grupy, i nie zaliczenia testu przez wszystkich. Nikt nie czuł się winnym niepowodzenia, jedni przerzucali winę na drugich, zapanowała ogólna zła atmosfera wewnątrz grupy. Nikt w grupie nie chciał się osobiście poświęcać i studiować więcej, by inni mogli na tym skorzystać. Tak dobre i szlachetne w oczach studentów cele i założenia na początku, okazały się ku ich zaskoczeniu katastrofalne w swoich skutkach, i zamiast przynieść korzyści dla grupy, odwrotnie -wszyscy "oblali" test. Profesor wyjaśnił, że w taki sam sposób podobne systemy tj. Socjalizm prędzej czy później muszą się załamać. Ponieważ gdy nagroda dla jednostki jest duża, nagroda dla całej grupy jest o wiele większa. Jednak gdy zamiast nagrody mamy poświęcenie się, dla dobra grupy, wtedy mało kto jest skłonny sie poświęcać i walczyć o sukces, gdy sukces jednostki będzie podzielony na sukces ogółu. I jest to niestety prosta zależność która istnieje prawie we wszystkich społecznościach. I trzeba o tym pamiętać, jednocześnie przygotowując się do następnego testu. Tylko tym razem, następnym testem będą wybory! Oto 5 najważniejszych zdań które warto zapamiętać odnośnie przytoczonej powyżej historyjki: 1 - ... 2 - To co jedna osoba otrzymuje nie pracując, inna osoba musi wypracować 3 - To co Rząd rozdaje jednym, musi wcześniej zabrać on innych 4 - Nie można pomnażać dobrobytu, poprzez jego dzielenie 5 - Gdy połowa społeczeństwa zda sobie sprawę, że nie musi pracować ponieważ druga połowa będzie się nimi opiekować, wtedy ta druga połowa zda sobie sprawę, że nie warto pracować ponieważ ktoś inny dostanie to, na co oni ciężko pracują. Wtedy można mówić o początku końca danego społeczeństwa.
środa, 18 stycznia 2012
Jak priorytyzować rzeczy w swoim życiu?
Postanowiłem w końcu przetłumaczyć mój poprzedni wpis z myślą o mojej mamie, a także o tych wszystkich leniuchach, którym się nie chce czytać po angielsku. A tekst warty przeczytania, więc doceńcie mój wysiłek i rekomendację :) i zapraszam do lektury. PS. Jest to moje tłumaczenie własne, ale proszę się nie czepiać :) Oto historyjka znaleziona w internecie, o banalnym tytule (może tytuł i banalny ale po przeczytaniu wiadomo o co chodzi): "Słoik i dwie filiżanki kawy" Pewnego dnia Profesor filozofii Następnie zaczął wypełniać wnętrze słoika Oczywiście wszyscy zgodnie stwierdzili, W takim wypadku Profesor postanowił pokazać studentom Wtedy Profesor pokazał przyniesione ze sobą Profesor zapytał ponownie zebranych, Na koniec Profesor postanowił zrobić "Panie i Panowie, może to i wydawać się zabawne ... Piłeczki golfowe reprezentują wszystkie ważne rzeczy Piasek reprezentuje wszysko pozostałe poza tym, Jeżeli przesypalibyście Państwo do słoika Tak samo jest i w naszym życiu! Jeżeli poświecamy czas i energię głownie na drobne sprawy, Zwracajmy więc więcej uwagi na te sprawy, Pamiętajmy, że i tak zawsze znajdzie się czas W pierwszej kolejności zajmujmy się w życiu Gdy Profesor skończył swój wywód, "Cieszę się, że o to Pan zapytał.
środa, 11 stycznia 2012
How to prioritise things in life?
When life seems to be too much to handle, And here is the story which will explain everything: A professor stood infront of his philosophy class
Then he proceeded to fill the jar with golf balls. When he was done with it, he asked students,
So the Professor then picked up a box of
The Professor next picked up a box of sand The students responded with an unanimous "yes". The Proffesor then made two cups of coffe
"Now", said the Professor, as the laugher subsided, < Our life is just like this Jar > The golf balls are the important things: your family, The pebbles are the other things that matter The sand is everything else - the small stuff. "If you put the sand into the jar first ..."-he continued If you spend all your time and energy on small stuff, Pay attention to the things, that are critical There will always be time to clean the house Take care of the gold balls first One of the students raised her hand "I'm glad you asked. found on
czwartek, 05 stycznia 2012
Wolto pisze w samochodzie
W drodze powrotnej z
Polski zostałem zmuszony niestety wyrazić swój
osobisty zawód oraz zażenowanie odnośnie „polskich przyjaźni” czy „polskich
znajomości”. A mówię polskich ponieważ głównie o Polaków tutaj chodzi. Po raz
kolejny więcej czasu spędziłem z ludźmi, których prawie nie znałem, z ludźmi których
dopiero co poznawałem, niż z własnymi znajomymi, których podobno mam tak wielu
w Polsce. Pamiętajcie, … … jeśli wiecie, że wasz dobry znajomy, z którym dawno się nie widzieliście, jest akurat w pobliżu, a nie przebywa on w okolicy często, bądź prawie nigdy, i wy nie jesteście w stanie wygospodarować nawet chwilki czasu by się z nim/nią spotkać, bo jesteście „tacy zajęci” … jeżeli komuś obiecujecie spotkanie, a potem po prostu wyjeżdżacie bez słowa, bo byliście akurat w tym czasie „tacy zajęci”; … to wszystko świadczy o tym, że jesteście „gówno warci” takiej znajomości, a prawdziwego przyjaciela raczej nigdy nie znajdziecie, przynajmniej nie w tej osobie. Każdy jest w jakiś sposób zajęty, i każdy ma też swoje własne plany. Jednak nie każdy to zauważa u innych, a widzi często tylko siebie. Bardzo istotne jest to, by odpowiednio priorytyzować rzeczy i ludzi w życiu. Prawdziwych przyjaciół może tylko ten docenić, kto ich kiedyś sam doświadczył. Bo przyjaźń trzeba zrozumieć, a nie wszystko się da nazwać tym samym słowem. Przyjaźń nie polega na tym, by dwie osoby się spotykały w celu zrobienia czegoś razem, głownie dlatego że nie mają nic innego konkretnego do zrobienia. Czy to jest plotkowania, czy to jest napicie się czegoś razem, chodzenie razem na zakupy itd. – jeżeli brakuje w tym wzajemnego poświecenia, jest to tylko spotkanie dwóch osób dla wspólnej korzyści, nic więcej. W przyjaźni się nie marudzi, tylko jak trzeba coś zrobić to się robi, pomimo wszystko, bo PRZYJAŹŃ TO TAKŻE WYRZECZENIA, a czasem nawet i POŚWIĘCANIE SIĘ, dla dobra przyjaźni. I trzeba tutaj uważać, bo zazdrość może często w łatwy sposób zepsuć przyjaźń bądź nawet zwykłą znajomość. Jeżeli ktoś jeszcze tego nie zrozumiał, to taka osoba jest najwyraźniej nie dojrzała jeszcze do prawdziwej przyjaźni z drugą osobą. I poniekąd szkoda mi takich ludzi. Może kiedyś zrozumieją swój błąd w „kodzie postępowania i myślenia”, i może dane im będzie zaznać przyjemność posiadania bliskiej osoby. Oby tylko tej osoby szybko nie stracili. A im człowiek starszy tym trudniej o prawdziwą przyjaźń, damko-męską zwłaszcza. Już dawno stwierdziłem, że „jakie sieci się zastawi, takie ryby się złowi”. Dlatego nasze postępowanie, traktowanie innych, towarzystwo w jakim się obracamy, nasze decyzje i nasze pojmowanie czasu – wszystko to decyduje o tym co się z nami dzieje, i kogo spotykamy na drodze naszego życia, i kto z tych osób przez tą drogę będzie szedł obok albo nawet i razem z nami. Pamiętajmy o tym, i nie obwiniajmy los za pecha którego nam niby zesłał, a raczej obwiniajmy samych siebie za to co osiągamy. Bo to, co osiągamy, jest głownie skutkiem tego jak i gdzie działamy – Quo Vadis? Nasze decyzje kształtują naszą przyszłość. Więc jak błędne decyzje mogą zaprowadzić nas do wymarzonego celu? Kochani, czasami za bardzo ufam ludziom i za bardzo w nich wierze. Naiwnie wymagam od nich przynajmniej połowy tego co sam daję. Chciałbym by to, czego ludzie oczekują ode mnie mogło choć w części wrócić z powrotem do mnie. Niestety, już nie raz się na tym przejechałem. Nadal mam jednak nadzieję, że pomimo tego moje podejście do ludzi się nie zmieni, i nadal będę w nich wierzył, aż ktoś w końcu uwierzy także i we mnie. Ponieważ tak jak napisane na moim nagłówku, ja jestem w stanie się poświecić. Pytanie tylko, czy inni są w stanie się poświecić nie tyle dla mnie, ale dla innych? Wszystkiego dobrego w tym Nowym Roku życzę! Dużo miłości i przyjaźni życzę zwłaszcza tym , którzy jej mało doświadczyli w ubiegłym roku! No i więcej rozwagi w podejmowaniu decyzji!
wtorek, 03 stycznia 2012
Wolto stwierdza ...
Trzeba zacząć doceniać stany smutku i przygnębienia, zauważyłem że są one najlepszą inspiracją artystyczną ...
czwartek, 29 grudnia 2011
Parcie na Sylwestra
Nie wiem dlaczego, ale Sylwester wydaje się co roku dla większości ludzi (przynajmniej w moim wieku) jakimś wyjątkowo stresującym czasem. Każdy się koniecznie musi gdzieś bawić, z kimś spotkać, gdzieś pójść – i poniekąd jest to zrozumiałe, że ludzie młodzi mają takie parcie by wykorzystać czas wolny w relaksujący sposób. Jednak kiedy ten pociąg za Sylwestrową zabawą przestaje być relaksujący a staje się nerwowy, a wręcz stresujący, to już według mnie jest tu coś nie tak. Dlaczego jest nam wstyd się przyznać, że na Sylwestra nigdzie nie idziemy, że będziemy sami? Przecież jest to najzwyklejsza noc, jak każda inna. Jedynie do pracy czy szkoły się nie idzie następnego dnia, w TV można wyjątkowo znaleźć wiele filmów puszczanych do późna w nocy, a o północy (dla tych co nie usną), można zaobserwować wyjątkowy entuzjazm wielu ludzi uzewnętrzniany na ulicach, i tyle! A tu przed dniem sylwestrowym takie nagłe poruszenie, stres by zdążyć do fryzjera, by kupić kieckę, by coś przyrządzić, i najważniejsze – by się w dobrym miejscu znaleźć. Ludzie na kilka tygodni przed Sylwestrem już się kłopoczą, gdzie tu się wybrać, gdzie tu się podziać – olaboga! W Krakowie w tym roku nie będzie zabawy na rynku – toż to taki dramat, że każdy w stolicy małopolski klnie i kręci nosem przez to. A ja się pytam, po co się tak stresować? Popatrzmy trochę łaskawszym okiem i postarajmy się zrozumieć tych, co na Sylwestra może nigdzie bawić się nie chcą. I to żaden wstyd zostać w domu moi drodzy. Wolto wiele Sylwestrów spędził w domu (nie sam, z rodziną), wiele Sylwestrów też przepłakał, albo czuł się paskudnie smutny i samotny. Wolto wiele Sylwestrów po prostu przespał. Ale Wolto zdał sobie w końcu sprawę z tego, że czuł się tak źle głównie z powodu tej wszechobecnej presji sylwestrowej, tak jakby to wszyscy musieli postępować tak samo – „Oni maja Mambę! Mam i ja!”, wiec Oni się bawią i spotykają razem, a jak ja nie – no to jest mi smutno i czuję się źle. Od kilku lat na szczęście albo i nie, Wolto spędza Sylwestra z kimś, i zazwyczaj bardzo dobrze się bawi. I Wolto się cieszy w końcu z tego, że Nowy Rok przestał być dla niego smutnym i samotnym czasem. Choć po części zabawa z innymi i tak nie zmieniła smutnej nostalgii na temat kończącego się roku, która zawsze wtedy siedzi wewnątrz w jego umyśle. W tym roku najprawdopodobniej Wolto też nie będzie sam, i nie spędzi go w domu, … nawet jakby tego bardzo chciał, to się po prostu nie da! ….
środa, 28 grudnia 2011
Christmas is over
<<<< ENGLISH BELOW >>>>>Święta Święta i po Świętach, na szczęście! Moja Wigilia w tym roku była wspaniała, rodzinna, bardzo mi sie podobała. Przyrządziłem łososia, Ris a la mande, grzane wino i parę innych rzeczy, by pokazać w domu trochę duńskiego świątecznego stylu. Zaplanowaliśmy z mamą harmonogram czasowy i menu całej wigilii (jak nigdy) i udekorowalismy razem stół. Mój brat dzień wczesniej ubrał choinkę, jak widać na zdjęciu powyżej (całe święta wypominał że to robił). Ogólnie to fajnie było, pogadaliśmy trochę, może jedynie śpiewania kolend mi brakowało, bo w tym roku nie było u nas żadnych dzieci. Z całej rodziny na Pasterkę wybrałem się tylko ja, choć nie sam (w bardzo doborowym towarzystwie :D ). Za to w Pierszy Dzień Świąt o mało co się nie pozabijaliśmy w tym domu - taka to moja rodzinka już niestety jest. Pomyslałem sobie, że po tylu latach chyba nie jest dobrze, byśmy wszyscy ze sobą zbyt dużo czasu razem spędzali. Trzeba to po prostu zrozumieć i zaakceptować. I tylko pomyśleć, że w tym roku nie było mojej siostry, największej prowokatorki kłótni i zgryźliwych docinek, zwłaszcze w stosunku do mnie hmmm. Dziś, wpierszy dzień po świętak, poszedłem sobie na basen, by w końcu parę kalorii spalić po tym świątecznym obrzeraniu się. I chyba nie tylko ja wpadłem na podobny pomysł w tym moim mieście. Jak nigdy czekałem by wejść na basen prawie 20 min aż ktoś wyjdzie i się miejsce zwolni - normalnie jak na jakiejś polularnej dyskotece w weekend heh. Podobno wcześniej kolejka do wejścia była jeszcze większa. A muszę dodać że na basenie mieści się jednorazowo prawie 100 osób. hmm, wszyscy się porozjeżdzali, rodzina, znajomi. Jakoś smutno mi w tym domu. Nie wiem dlaczego, choć może i wiem. Co tu ze sobą zrobić na Sylwestra? Gdybym mógł w domu być sam, to pewnie zostałbym w domu ... .................................................................... Christmas is over. Unfortunately or furtunately - it depends. This year I had very nice Christmas Eve, I prepared by myself few dishes from Danish Christmas tradition. As never we have planned before everything in details, and we have decorated the table is special way - almost like in a restaurant. However the next day we almost killed each other at home - that's the way my family unfortunately is. We cannot stay together too much time. Now the New Year is comming. I don't know what to do with myself. If I could be alone, I would probably stay home whole that night ... , and watch some movies alone ... ... January is comming soon, therefore I have to change slowly my mind to study mood again - exams are comming :(
niedziela, 04 grudnia 2011
Wolto przeczytał ...
>>> Only in polish this time, sorry <<<Czytałem dziś artykuł na Internecie o różnych dziwacznych zwyczajach kulturowych odnośnie inicjacji młodych osobników w dorosłość. W zależności od kultury, inicjacja bardziej skupiała się albo na osobnikach płci żeńskiej, albo zazwyczaj na osobnikach płci męskiej. Jednak w większości przypadków praktyki które się tam odbywają z punktu widzenia europejczyka są po prostu bezsensowne, a nawet przerażające. Aż ciśnie się na usta pytanie, co jest powodem, i jaka jest korzyść dla społeczności przeprowadzając takie rytuały jak: - obrzezanie 9 letnich dziewczynek poprzez wycinanie im łechtaczki, warg zewnętrznych i zaszywanie waginy z postawieniem jedynie małej dziurki w celu wypróżniania się (kraje Afrykańskie i Peru) - skakanie z kilkunastometrowej drewnianej konstrukcji przez młodych chłopców na niesprężystej i często niedostosowanej długością linie, co powoduje nierzadko kontuzje a nawet śmierć chłopca (Nowa Kaledonia) - chyba najbardziej rozbawiła mnie praktyka plemienia Etoro (Papua Nowa Gwinea) w której to młodzi chłopcy muszą zaczerpnąć siłę i męskość od starszyzny swego plemienia poprzez …. heh kontakt płciowy (analny) ze starszymi panami. Bo to podobno właśnie w spermie ukryte są te najbardziej wartościowe składniki męskości, które muszą być przekazywane z pokolenia na pokolenie, zwłaszcze młodym chłopcom którzy dopiero wchodzą w dorosłe życie! A najbardziej nonsensowne w tym wszystkim jest to, że ci biedni młodzi chłopcy muszą ... że tak powiem „dawać dupy” starszym panom nawet przez kilka lat, by móc wejść w tą ową dorosłość. No nie ukrywam że dziwne są te praktyki, zwłaszcza jak się żyje w XXI wieku i mieszka w tzw. cywilizowanym kraju. Co prawda rytuałów o których czytałem było o wiele więcej, i ciężko się nie zgodzić ze słusznością wielu z nich, pomimo swojego często ekstremalnego formatu. Jednak te, które tutaj przytoczyłem nie sądzę (i raczej nie jestem w tym sam) by wnosiły coś pozytywnego, wartość dodaną, do życia młodej osoby. Jednak i Europa nie uchowała się przed nonsensami obrzędowymi danej kultury, a nawet danego wyznania. Raz jak byłem w katedrze w Aarhus dowiedziałem się, że w wielkiej kamiennej chrzcielnicy ustawionej na środku kościoła już od ponad 200 lat chrzci się nowo narodzone dzieci. Tylko że chrzest sprzed 100 lat wyglądał nieco inaczej niż ten co znamy obecnie. Wymóg był taki, by całe ciało niemowlęcia zanurzyć w wodzie święconej. A że chrzcielnica jest zrobiona z kamienia, to owa woda pomimo swej świętości miała często w okresie zimowym temperaturę bliską 0 stopni. Podobno prawie połowa dzieci nie przezywała takiego chrztu świętego. Dopiero po kilkunasto latach postanowiono wodę podgrzewać, a koniec końców (tak jak jest w chwili obecnej) pozostawić jej jedynie symboliczne znaczenie w postaci kropel na czole. To wszystko niestety pokazuje bezsensowność wielu tradycji i obrzędów, które są zakorzenione w niejednej kulturze. Często nam wmawiano że kultura, wiara, i jej obrzędy to my, to nasz naród i nasza osobowość. Że tylko poprzez pielęgnowanie i praktykowanie tradycji możemy zachować własną narodowość. Jednak nikt nigdy nie mówi kto tak naprawdę te tradycje wcześniej ustanowił. Z tego co widzę to niejedna tradycja była ustanowiona głównie po to by spełnić satysfakcję danej grupy, grupy osób władczych w danej społeczności. I to nie „wyrocznia” a raczej dany „wódz” grupy ustanawiał owe obrzędy, które niejednokrotnie były wykorzystywane dla jego własnych personalnych celów. Bo kto mi udowodni zasadność obrzezania dzieci (nie ważne jakiej płci), kaleczenia własnego ciała albo oddawania się sexualnie starszyźnie? Jaki cel przyświeca ślepemu pojmowaniu wiary, które działa destruktywnie na własny organizm? Jaki sens jest w tradycjach i obrzędach, które z biegiem lat zostają zdewaluowane i zmieniane, albo nawet zaniechane. Łatwo widzieć bezsensowność u innych ponieważ potrafimy spojrzeć na to obiektywnym okiem. Postarajmy się spojrzeć podobnie obiektywnym okiem na nas samych, nasze własny tradycje i przyzwyczajenia, a z pewnością znajdziemy i tu niejedno bezsensowne działanie, które niczemu dobremu nie służy. Dlatego jak ktoś dziś do mnie mówi, że nagle kara śmierci jest słuszna, że mięso wieprzowe jest nieczyste, że nie pójście do kościoła w niedziele jest wielkim grzechem, że w domu się nie gwiżdże i nie siedzi w czapce, że kawy i herbaty nie powinno się pić, że popijanie wody w czasie obiadu grozi sraczką, że trzeba zasuwać firanki w czasie burzy, itd. Itd. – na to wszystko patrzę w wielkim dystansem i przymrużeniem oka. No chyba że ktoś mi rzeczywiście uzasadni daną sprawę jakimś prawdziwym racjonalnym argumentem.
poniedziałek, 28 listopada 2011
Wolto patrzy krytycznie ...
2. Polacy są smutni, posępni, i mało weseli!![]()
Pewnie mało kto z
czytających teraz ten tekst jest w stanie się ze mną zgodzić, że Polacy to mało
wesoły naród. Oczywiście wszystko zależy od punktu patrzenia na sprawę. A sami
wiecie, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Żyjąc w Polsce nigdy bym
nie przypuszczał, że jesteśmy takimi smutasami. Przecież na niejednej imprezie się
wybawiłem, na niejednym weselu się wytańczyłem, a śmiech i zabawa towarzyszyły
mi cały czas. Tak, tylko nigdy jakoś nie zagłębiałem się w tym, że poniekąd
jestem pod tym względem inny niż moi koledzy, a i z wiekiem jakoś człowiekowi
coraz mniej do zabawy i uśmiechów. Ale od razu zaczynać że jest jesteśmy
posępni? Coś tu nie tak, albo ktoś po prostu przesadza. Pewnie i nadal bym tak myślał,
gdybym się pod tym względem trochę nie zmienił. Mój dłuższy pobyt za granicą pozwilił mi spojrzeć na świat z innej prespektywy. Zobaczyłem że ludzkie podejście to tych samych spraw może być zupełnie różne, w zależności skąd pochodzimy, jakie jest nasze otoczenie i w jakiej kulturze się wychowaliśmy. Teraz po części jestem w stanie zdjąć czasem te moje Polskie okulary i spojrzeć na świat, sprawy, problemy czy ludzkie zachowanie z innej perspektywy, z dystansem odnieść się
do wielu rzeczy, nad którymi na co dzień nie myślałem wcześniej i z istnienia których mało
co zdawałem sobie sprawę.
Czytałem raz reportaż w
gazecie, że Polki pracujące w Wlk. Brytanii są coraz rzadziej zatrudniane jako kelnerki.
A powód tego jest banalny. Nie zatrudniane są dlatego, że podobno chodzą smutne
i mało się uśmiechają do klientów, co wpływa negatywnie na wizerunek firmy. Trudno
się nie zgodzić z tym, że smutny pracownik może źle wpływać na zadowolenie klienta
w firmach usługowych. Pewnie każdy z nas nie raz doświadczył w Polsce
nieuprzejmego traktowania przez pracownika pracującego z klientem. Zaczynając
od pani w okienku pocztowym, poprzez niejedną urzędniczkę, pielęgniarkę, nawet
lekarza, kończąc na konduktorze. Na każdym z tych wymienionych (i wielu innych
nie wymienionych) stanowisku pracują ludzie, którzy często wykonują swój zawód
nie z pasji, ale bardziej z przymusu. Zachowują się tak jakby ktoś ich tam za
karę wysłał, i bez jakiejkolwiek wewnętrznej satysfakcji wykonują nierzadko
swój wyuczony zawód. Jedynym chyba miejscem w kraju gdzie prawie zawsze możemy
liczyć na uśmiech pracownika jest McDonald’s. Za to w każdym innym miejscu jesteśmy
jakże mile zaskoczeni, gdy trafimy na osobę uśmiechniętą, która bez problemu
nam pomoże, czy z serca coś doradzi. Czy nie jest to chore że opisany stan
rzeczy wydaje się dla nas czymś wyjątkowym, mało spotykanym? A ludzie którzy
zostali obsłużeni w „normalny” sposób czują się nagle tak zobowiązani, że koniecznie
muszą wynagrodzić się takiemu pracownikowi, obdarowując go prezentem, kwiatami,
bądź czymś kompletnie innym. Ale cóż ten pracownik zrobił takiego
nadzwyczajnego? Po prostu spełnił swój obowiązek, i zrobił coś za co przecież
dostaje pieniądze! Więc po co ta wdzięczność?
Ja osobiście takiego
postępowania nie uważam i nie praktykuję. Według mnie uśmiech na twarzy ludzi i
uprzejmość powinny być dla nas czymś kompletnie normalnym, co towarzyszy nam w
codziennym życiu. Więc nie ma się co tak podniecać że ktoś był łaskaw być dla
nas miłym. Trzeba raczej potępiać tych, co wiecznie pracują naburmuszeni i
robią łaskę że pracują. A jeżeli ktoś myśli sobie, że bujam w obłokach i
wymagam rzeczy nierealnych, to zapraszam takie osoby tutaj do Danii. Co prawda
i tu znajdą się osoby zimne i mało wylewne pod względem uprzejmości. Jednak
rzeczą nagminną jest to, że idąc ulicą wystarczy się na kogoś spojrzeć prosto w
oczy by ta osoba się od razu uśmiechnęła i powiedziała ci – Hi! I nie ważne że
jest to prawie 50letnia kobieta a ty masz ledwo skończone 18 lat. W szkole, w
urzędzie, na poczcie, po prostu w wielu miejscach często widać uprzejmość i
uśmiech na twarzach ludzi. Jedynie od czasu do czasu można spotkać wśród takich
ludzi jakąś zatroskaną sprzątaczkę najprawdopodobniej pochodzenia wschodniego, która z powagą wykonuje swoją pracę byle by tylko
jak najszybciej ją skończyć.
Dla mnie jest już czymś
kompletnie zwyczajnym to, że pani na kasie w Lidlu może się nagle uśmiechnąć do mnie i
życzyć miłego dnia. I wcale nie zabrzmi to w jej ustach sztucznie, jednemu
powie, a innemu nie koniecznie, i nikt jej nie będzie z tego rozliczał. Wiem, że w
niektórych supermarketach w Polsce też wprowadzono podobne praktyki. Nagle
kazali pracownikom postępować wedle podobnych zasad. Tyle że w polskich warunkach
jak zawsze wygląda to wszystko nieco inaczej. Uśmiechu na twarzach pracowników tak jak nie było wcześniej tak i do tej
pory nie dostrzegłem. Pracownicy za to teraz nawet nie raczą spojrzeć na klienta w
czasie rozmowy, a życzenia miłego dnia wymawiane są w strasznie suchej i
mało przekonującej formie niczym wypowiadanie formułki „Czy ma Pan kartę stałego klienta? Dziękuję, i
zapraszam ponownie” – chyba wszyscy
wiedzą o co chodzi.
Powróćmy jeszcze do
polskiej mszy w Aarhus, która sprowokowała mnie do całej owej refleksji. W
pewnym momencie tej mszy otworzyłem swoje oczy, otworzyłem też i uszy, ale
najważniejsze to otworzyłem swój umysł. Dzięki temu dostrzegłem i usłyszałem więcej
niż zazwyczaj, nawet to, czego kiedyś w ogóle nie widziałem ani nie słyszałem.
Po pierwsze to my, Polacy, zachowujemy się w kościele jeszcze bardziej drętwo i
sztywno, niż w jakimś restrykcyjnym muzeum. Spojrzeć dookoła po ławkach widzi
się tylko i wyłącznie smutne i posępne twarze wiernych. Jedyna część ich ciała,
która jest w stanie się poruszyć to gałki oczne. Oczy ich potrafią zaobserwować
wszystko wokół nawet bez potrzeby
poruszenia głową. Od czasu do czasu dolna żuchwa posuwa się jednostajnie w dół
i w górę by dać złudzenie, że taka osoba coś mówi albo śpiewa. A jak już mówimy o muzyce, to posłuchajmy jakie
to pieśni śpiewa się w polskich kościołach – prawie same patetyczne i żałobne.
A pieśni są właśnie najlepszym wykładnikiem tego jaka jest dana kultura. Pieśni
kościelne są w większości stare, a ich melodie są powtarzane z pokolenia na
pokolenie. Począwszy od psalmów kończąc na pieśniach dziękczynienia, nie
brakuje u nas tonów molowych, powabnych ale i patetycznych, smutnawych, tak
jakby nasze życie było jednym wielkim cierpieniem i wołaniem o pomoc do nieba!
To wszystko sprawia, że
jak dla mnie polskie msze są w większości strasznie sztuczne i pesymistyczne. Pomimo tego że pare razy udało mi się uczestniczyć w przewspaniałej mszy św. zazwyczaj w kościele akademickim, to i tak nadal sądzę, że generalnie polskie msze odprawiane są bez
jakiegokolwiek powiewu świeżości a zwłaszcza dostosowania się do standardów rzeczywistości.
Ale to my- Polacy tworzymy to co Polskie. I naszym postępowaniem,
przyzwyczajeniami i kulturą pokazujemy to jacy tak naprawdę wewnątrz jesteśmy. Więc
nawet msze święte pokazują, jak bardzo byliśmy ale i nadal jesteśmy smutnym
narodem.
Zdaję sobie sprawę z tego,
że to może ostatnia historia naszego narodu (nie do końca wolnego) mogła nam, a
raczej naszym rodzicom poprzepłukiwać trochę umysły kwaśną wodą, co w
konsekwencji zabiło w nich ducha życia a pozostawiło jedynie instynkt istnienia.
I ten przykład i to postępowanie towarzyszy nam, młodszym pokoleniom na co
dzień. I niestety robimy się podobni, ponieważ codziennie mamy do czynienia ze złym wzorcem. Ludzie
którzy nas uczą, ludzie którzy z nami mieszkają, nawet ludzie którzy nami
rządza, wszyscy wokół to zazwyczaj ludzie starszego pokolenia, z zabitym przez
system optymizmem wewnętrznym. Nie oczekujmy nagle od nich, że dadzą nam jakieś
wskazówki czy wzór by żyć szczęśliwie, by być szczęśliwym. A ci, którzy wstydzą
się często uśmiechać, wstydzą się własnej wewnętrznej radości, wstydzą się okazywania
miłości i szczęścia innym, ci wszyscy właśnie pokazują, jak bardzo Polacy są
smutnym i posępnym narodem. Dlatego nie bierzmy z takich ludzi przykładu,
raczej starajmy się sami pod tym względem wykreować swój wzorzec, by inni brali
go jako przykład dla siebie. I nie liczmy w tym momencie na zrozumienie, bo nie
jest łatwe byś szczęśliwym wśród ludzi którzy tego nie rozumieją.
poniedziałek, 21 listopada 2011
Wolto patrzy krytycznie ...
>>>>>> This time only in polish, sorry :) <<<<<<< Pojechaliśmy dziś do kościoła do Aarhus. Mieszkając na obczyźnie czasem mi się zdarza pojawić się na polskiej Mszy Św. I nie bez powodu mówię tutaj „czasem”, bo nie ukrywam że polskie msze w dużej mierze różnią się od tych duńskich. I nie chodzi tutaj tak bardzo o różnice obrzędowe czy język, ale bardziej o ludzi, ludzi którzy przychodzą, i ludzi którzy te msze przygotowują. Osobiście wole duńskie. Ale dzisiejsza wizyta nauczyła mnie po raz kolejny czegoś o Polakach. Przypomniała mi, jak w praktyce wyglądają te wszystkie charakterystyki, różnice i przywary kulturowe, o których tyle się już uczyłem. Wiem, że nie powinno się wszystkich wrzucać w jeden worek, bo każdy z nas jest inny na swój sposób. Jednak poprzez miejsce w których się wychowaliśmy i ludzi którzy nas otaczają, a także czasy w jakich żyjemy, narzucone nam zostało podświadomie wiele stylów myślenia i zachowania, które są często bardzo podobne do siebie i charakterystyczne. Ogólnie większość z nas nie zdaje sobie z takich rzeczy sprawy. Np. z tego, że nie jesteśmy do końca niezależni czy obiektywni. Nasze życie (sposób myślenia, postępowania, osądzania) często jest podporządkowane regułom i schematom, o których w ogóle nie myślimy, i które postanowiłem dziś podsumować w kilku punktach. I chce tutaj przedstawić swoją krytyczną postawę w stosunku do pewnych cech naszej kultury, naszej wiary, z której się co prawda wywodzę, więc którą bardzo dobrze sam poznałem. I nie ukrywam, że to właśnie tych cech osobiście nie do końca popieram i nie bardzo rozumiem dlaczego tak głęboko są w nas zakorzenione. Dlatego mała uwaga od autora – czytając nie bierzcie tego wszystkiego do siebie personalnie. Jednak bądźcie względem siebie samokrytyczni, a zdacie sobie sprawę jak wiele opisów przypasuje się do was samych. I wcale nie jest to żaden powód do hańby! Bardziej jest powód do refleksji nad samym sobą, do zmuszenia się do przemyśl nad słusznością pewnych naszych wspólnych zachowań. 1. Polacy są skąpiTak, niestety to jest prawda. I ciężko jest w to uwierzyć pewnie dlatego że często staramy się ten fakt oszukać względem samych siebie, by mieć po prostu czyste sumienie. A oto mały dowód. W trakcie Mszy Św. normalną tradycją jest to, że zbiera się na tacę. Dla wiernych jest to wyraz wdzięczności dla Boga za to co nam daje, za to co mamy (kiedyś składano ofiary całopalne, gdzie spalano jedno ze zwierząt ze swojej trzody). Dla parafii jest to przypływ na utrzymacie kościoła – nie księży, o czym wielu ludzi błędnie myśli! Już pominę fakt, że to tylko w trakcie polskiej mszy ktoś musi chodzić za koszykiem i go pilnować (w tym momencie przypomniałem sobie wizytę na Jasnej Górze, gdzie wraz z ministrantem zbierającym na tacę chodził ochroniarz). Chodzi mi głównie o to, że gdy koszyk trafił do mnie zauważyłem w nim same monety i tylko jeden banknot 50DKK. A dodam że byłem jedną z ostatnich osób do których koszyk trafił w trakcie tej polskiej mszy. I pomyślałem sobie, że chodząc na duńską mszę, na której jest wielu Wietnamczyków, Pakistańczyków i tym podobnych, i oczywiście Duńczyków, w tatce znajdują się prawie same papierki! A Polacy zarabiają tyle samo, czasem nawet więcej niż niejeden Wietnamczyk. Jednak szkoda nam dać 100 dkk na tace, pomimo tego, że jest to nawet mniej niż godzina pracy w Danii. Jak dostałem jedną z moich pierwszych prawdziwych wypłat tutaj, postanowiłem dać na tace co najmniej 100 dkk przy najbliższej okazji, oczywiście jak nie zapomnę. Chciałem min, także w ten sposób podziękować Bogu za pomoc, bo było czasem naprawdę ciężko, a bez 100 koron wcale nie zubożeję. I się stało, nie zapomniałem, wrzuciłem. Pamiętam do tej pory zdumienie i komentarz moich znajomych jak zobaczyli ile wrzucam – No tobie to się pewnie nieźle teraz powodzi że tyle wrzucasz na tacę – usłyszałem. Wcale mi się nie powodzi lepiej niż tobie – odparłem. – No mnie raczej na tyle nie byłoby stać – usłyszałem. I to stwierdzenie mnie tylko sprowokowało, by w końcu uświadomić tej „biednej” osobie, na ile ją tak naprawdę stać: „ … wiesz, jak jesteś w stanie wygadywać miesięcznie ponad 300 dkk przez telefon, płacić rachunki 1000 dkk za rozmowy z Polski, wydawać prawie 200 dkk co miesiąc na picie kawy na mieście itd., to nie mów mi że raz jeden cie nie stać by dać 100 dkk na tacę. Ja cię nie chcę teraz wyliczać, ale pokazać ci, że jednak cię stać. Więc proszę, nie mów mi że mi się nie wiem jak dobrze powodzi, tylko dlatego że wrzuciłem 100 dkk na tace …” Muszę tutaj zaznaczyć jeszcze jedno zjawisko, charakterystyczne dla nas, i nie tylko dla nas, które bardzo mnie intryguje. Nasze sumienie nie upomina się za bardzo o reakcję, czy innymi słowy - nie widzimy się jako osoby skąpe, ponieważ umiemy skutecznie oszukać nasze sumienie poprzez tzw. czynienie dobra. To powoduje, że nie czujemy się wtedy winni coby nie użyć słowa skąpi. Ba, wręcz niektórzy czują się niczym miłosierni Samarytanie gdy widząc żebraka przed kościołem wrzucą mu monetę do kubeczka. Nie widzimy problemu by dać biednemu parę groszy na jałmużnę, to nas wiele nie kosztuje a jakże wewnętrznie podbudowuje. I niestety wiele perfidnych ludzi wykorzystuje tą naszą tzw. „litość nad ludźmi w potrzebie” i żerują na nas udając biednych. Ale nie o tym chce teraz tutaj mówić. Bardziej przeraża mnie jedno, że nasza skłonność do pomocy, bądź do hojności względem innych, pomału ogranicza się wtedy, gdy widzimy już nie osobę biedną, a np. artystę zarabiającego na ulicy. Choć i to jest dla niejednego „artysty” nieźle opłacalny interes, to jednak już mniej osób, mniej z nas jest skłonnych do sięgania po monetę do kieszeni. Powód jest banalny, ten czyn będzie po prostu ciężej podpiąć pod „wielkie czynienie dobra” w celu zagłuszenia sumienia. Automatycznie nasza skąpość pomału zacznie się ujawniać w podobnych sytuacjach, chyba że ktoś doceni sztukę bądź artyzm. To już na koniec, podsumowując wszystko, zadam tylko jedno retoryczne pytanie. Tak łatwo nam, Polakom, katolikom, pomagać innym, gdy nasza pomoc ogranicza się do pomocy materialnej (oczywiście gdy nie kosztuje nas to zbyt wiele). Sytuacja wygląda kompletnie inaczej, gdy trzeba komuś pomóc w innych sposób, angażując się osobiście, a nie płacąc. Powrócę tutaj do sytuacji tego żebraka przed kościołem. Pomyślmy ile osób, ilu z nas pomogłoby żebrakowi klęczącemu przed kościołem poprzez wrzucenie monety do kubeczka, a ile osób by mu pomogło gdyby leżał on plackiem na chodniku? Rzucenie koło niego monety by zagłuszyć wewnętrzne sumienie na pewno nie pomogłoby w takiej sytuacji. W następnej części: "2. Polacy są posępni / mało weseli"
niedziela, 20 listopada 2011
Wolto read somwhere ...
... It can take years to earn respect, seconds to loose it, and a life time to get it back ! ...
piątek, 11 listopada 2011
Wolto reccomends
I know I know, recently what you could find here on my blog was only songs, movies and strange stories written by me. Nothing really specific about Wolto or his life. But in fact that's exactly how his life is! Strange stories around, different thoughts which boils inside his head until he release them somewhere, random people met on a way every day who make him distanced or closer to others. And problems, many different problems, but in the same time always all the same kinds of problems. And lack of time. In fact everyone always complains for lack of time. But remember, it is only you who decides about how to use your time, time of your life, and how to spend it. It is nobody's else life, but just yours. So don't constrain too much your decisions, your days, your hours. Don't think about what would happen next, what would happen tomorrow, what would happen if you don't do what you are doing now, what would happen if you just stop for few minutes. Believe me, world will survive without you, no panic. People will survive without you too, even problems and solutions will sustain at this world. But it is only you who can be gone, even now. But now you are still here, so appreciate it. Don't feel like a piece of domino, better feel like a grain of sand, which you will become in fact in the end. Yes, you are special, and in some way you are very important. But don't see yourself as indispensable. So step away from your routine, yes you can do it, even for several minutes. Catch your thoughts and find the spirit of your life. This movie can help you to blow your mind, relax and use time of YOUR life in a good way. Afterwards you will realise why.
|
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Done by WOLTO
Wolto goes there sometimes
Wolto recommends
Wolto's ex-friends
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||